Niektóre wiadomości pachną weekendem. Ta o nowych trasach rowerowych w Zachodniej Małopolsce zdecydowanie do nich należy, bo nagle mapa przestaje być zbiorem punktów, a zaczyna przypominać zaproszenie do drogi. I to drogi, którą można sobie dowolnie układać – krótkiej, leniwej albo ambitnej, całodniowej.
Najgłośniej mówi się dziś o nowym, 20-kilometrowym odcinku VeloSkawy między Podolszem a Łączanami. To właśnie on sprawia, że z Krakowa można ruszyć w stronę Zatoru niemal bezkolizyjnie, wzdłuż rzek, po wałach i asfaltowych ścieżkach, które prowadzą przez spokojny, zielony krajobraz. Ale prawdziwa siła tej inwestycji ujawnia się dopiero wtedy, gdy spojrzymy szerzej.
Bo równolegle powstało sześć nowych tras w Małopolsce Zachodniej – pomyślanych jako system pętli, które można dowolnie łączyć. Jedna oplata Puszczę Dulowską, prowadząc przez leśne ostępy, inna krąży wokół Doliny Karpia, gdzie stawy i groble tworzą niemal pocztówkowy krajobraz. Kolejne trasy zaglądają w rejon Beskidu Małego, prowadzą przez okolice Oświęcimia i Ziemię Chrzanowską.
Ich siłą jest „pierścieniowość” – można wyruszyć, zatoczyć koło i wrócić bez logistycznych kombinacji, albo połączyć kilka tras w jedną, dłuższą opowieść.


I właśnie tu zaczyna się prawdziwa historia, czyli projekt Velo Małopolska. Jego koncepcja została zaprezentowana w 2013 roku i jest konsekwentnie realizowana. Dziś to już ponad 700 kilometrów spójnych, oznakowanych tras, które prowadzą przez cały region – od gór po doliny Wisły. Ale ambicje są znacznie większe, bo docelowo sieć ma przekroczyć 1000 kilometrów, tworząc jedną z najdłuższych i najbardziej kompleksowych rowerowych struktur w Polsce. Już teraz w budowie jest ponad 80 kilometrów kolejnych odcinków, a następne dziesiątki są w fazie projektowania.
To dlatego nowe fragmenty, takie jak VeloSkawa, robią takie wrażenie – nie są pojedynczym sukcesem, ale kolejnym elementem większej całości/rowerowej układanki. Trasy spinają się z Wiślaną Trasą Rowerową i innymi szlakami, pozwalając planować nie tylko jednodniowe wycieczki, ale też wielodniowe wyprawy przez region.
W praktyce oznacza to jedno: rower w Małopolsce już dawno przestał być jedynie dodatkiem do podróży, a staje się jej osią. Można ruszyć przed siebie bez pośpiechu, zatrzymać się tam, gdzie akurat jest najładniej, skręcić w boczną trasę i sprawdzić, dokąd prowadzi. A skoro sieć wciąż rośnie, to najlepsze jest to, że każda kolejna wycieczka może wyglądać zupełnie inaczej.
Jeśli więc ktoś jeszcze szuka pretekstu, by w weekend wyjść z domu, odpowiedź jest gotowa. Małopolska właśnie dopisuje kolejne kilometry do rowerowej mapy - i robi to w sposób, który naprawdę chce się sprawdzić na własnych dwóch kołach.
Nie zastanawiajcie się więc długo. Pomyślcie raczej nad tym, która z opcji rowerowego przemierzania Małopolski jest Wam najbliższa. Ta doraźna, spontaniczna, złożona z weekendowych wypadów, czy może staranniej zaplanowana, podzielona na kilka dłuższych odcinków, dzięki którym zwiedzicie na siodełku całe województwo.
Miłego podróżowania!
